Praca kancelarii2 min czytania
CRM dla kancelarii imigracyjnej — czym się różni od zwykłego CRM
Lejek sprzedaży nie prowadzi postępowania. Czym system dla kancelarii imigracyjnej różni się od zwykłego CRM: sprawa, wezwanie, komplet akt, pracodawca i terminy urzędu.
Zwykły CRM powstał wokół sprzedaży: lead, oferta, szansa, faktura. Kancelaria imigracyjna prowadzi coś innego — postępowanie, w którym są klient, pracodawca, komplet dokumentów, wezwanie z urzędu i termin, którego nie da się przesunąć, bo „sprint się wysypał”.
Różnica nie jest kosmetyczna. Jeśli narzędzie nie zna sprawy cudzoziemca, zespół i tak trzyma prawdę w Excelu, na dysku i w skrzynce. System wtedy tylko dubluje bałagan.
Zwykły CRM prowadzi lejek, nie postępowanie
Lejek ma etapy handlowe. Sprawa o pobyt albo o zezwolenie na pracę ma etapy urzędowe: zbieranie danych, braki, złożenie, biometria, oczekiwanie na decyzję, odbiór karty. Status „w toku” nic nie mówi, jeśli nie wiadomo, czy czeka się na dokument od pracodawcy, czy na termin w urzędzie.
Kancelaria, która wciśnie postępowania w rury sprzedażowe, traci język akt. Asystent nie widzi, czego brakuje we wniosku. Prawnik nie widzi, które wezwanie jest otwarte. Właściciel nie widzi, które sprawy naprawdę stoją.
Sprawa cudzoziemca ma urząd, wezwanie i komplet akt
Akta to nie załączniki do karty „deala”. To zestaw, który albo jest kompletny przed złożeniem, albo wraca wezwaniem. Checklista przy sprawie nie jest ozdobą — to jedyny sposób, by lukę zobaczyć w kancelarii, a nie w pieczątce urzędu.
- dokumenty klienta i pracodawcy przy konkretnej sprawie, nie na wspólnym dysku
- wezwanie z terminem odpowiedzi, widoczne na pulpicie, nie tylko w PDF-ie z poczty
- etap postępowania, który da się pokazać klientowi bez notatek wewnętrznych
Pracodawca jest częścią akt, nie „firmą w CRM”
W wielu sprawach o pracę kancelaria obsługuje cudzoziemca i pracodawcę naraz. NIP, KRS albo CEIDG, Biała lista — to nie wizytówka do newslettera. To dane, które i tak wejdą do wniosku. Ogólny CRM trzyma „konto firmy”. Kancelaria trzyma pracodawcę powiązanego ze sprawą, z podglądem z rejestru zanim ktoś zapisze literówkę.
Terminy nie mieszkają w skrzynce
Pismo przychodzi pocztą. PDF wpada na Gmail. Data siedzi w kalendarzu jednej osoby. Zwykły CRM doda zadanie „oddzwoń”. Kancelaria potrzebuje, żeby wezwanie, wizyta i złożenie wniosku były przy sprawie i w kalendarzu kancelarii — inaczej termin ginie między kanałami.
Dane szczególnych kategorii nie mieszczą się w ogólnym narzędziu
W aktach spraw cudzoziemców bywają numery dokumentów, PESEL, dane o zdrowiu albo karalności, jeśli sprawa tego wymaga. Kancelaria jest administratorem. Dostawca oprogramowania — podmiotem przetwarzającym. Zanim wrzucisz skany do chmury, umowa powierzenia musi być czytelna: kto przetwarza, gdzie, jak wyjść z danymi. To nie jest „polityka cookies” na dole strony sprzedażowej.
Kiedy Excel i dysk przestają wystarczać
Arkusz działa, dopóki spraw jest mało i pamięta je jedna osoba. Łamie się, gdy równolegle idą pobyty, zezwolenia A–E, sezonowe, łączenie rodzin — i klient pyta o status, podczas gdy asystent szuka pliku. Wtedy potrzebny jest system, który od początku mówi językiem kancelarii imigracyjnej, a nie przemianowanym lejkiem sprzedaży.
30 dni pełnego dostępu, od pierwszego dnia na prawdziwych sprawach. Bez karty płatniczej i bez automatycznych płatności — dalsze korzystanie ustalamy osobną umową.
Po okresie bezpłatnego dostępu dane pozostają do pobrania w pełnym eksporcie.